tatry z trzylatkiem

Tatry z trzylatkiem – mój syn mnie zaskoczył

Nasz pierwszy, dłuższy urlop, z synem postanowiliśmy spędzić aktywnie. Początkowo mieliśmy sporo rozterek, gdzie i jak go spędzimy. Wiedzieliśmy, że chcemy jechać w góry, nie byliśmy jednak pewni czy Tatry to dobry wybór na urlop z 2,5-letnim chłopcem. W związku z tym, że jechaliśmy większą grupą (12 osób), wygrała demokracja. Wybór padł na najwyższe góry w Polsce 🏔


Czekało nas wyzwanie – Tatry z trzylatkiem.

Razem z żoną lubimy spędzać urlop aktywnie, tak aby nie mieć czasu na zbędne rozmyślania. Chodzenie po górach z 2,5-letnim chłopcem, nawet jeśli są to łatwe trasy, do łatwych nie należy. Nie mam tu na myśli samej kondycji – wymaga to przede wszystkim dużego wysiłku psychicznego, zaangażowania i cierpliwości 😁.

Chociaż nie zdobyliśmy wysokich szczytów i nasze ambicje nie zostały spełnione, wyjazd możemy zaliczyć do udanych. Gdzie chodziliśmy i czy da się tam wjechać wózkiem lub innym pojazdem, przeczytasz poniżej.

Od razu na wstępnie zaznaczę, że nie polecam wybierania się w góry zwykłą spacerówką, typu parasolka. Moim zdaniem wózek na dużych kołach to podstawa. Owszem spotykaliśmy osoby z wózkiem na małych kołach, typu city, ale musieli się oni nieźle namęczyć, aby jako tako przejechać. Poza tym po prostu szkoda wózka.

Dzień Pierwszy  – Morskie Oko

Naszą podróż rozpoczęliśmy o 00:30. Nasze dziecko tej nocy postanowiło w ogóle nie spać w domu.  Chyba entuzjazm spowodowany wakacjami wygrał.

W rezultacie ja próbowałem się przespać, a żona bawiła się z synem. Wielkim plusem było to, że młody spał do końca podróży. Do Polanicy Białczańskiej – parkingu, dojechaliśmy o 7.30 (tak dla przypomnienia bilety na parking rezerwujcie online dzień szybciej, link tutaj). Ruch był już konkretny. Jak wiadomo wypoczęte dziecko to ruchliwe dziecko. Nasz syn początkowo nie chciał wejść do plecaka, ale przekupiony przekąskami jakoś dał się namówić.

Ruszyliśmy!

Droga nie była łatwa, Igor chciał wychodzić,  biegać, moczyć ręce w strumykach i wchodzić po kamiennych schodkach (tzw. skróty).

Część drogi szukaliśmy końskich kup 💩 i zasięgu w telefonie – na co jak wiadomo lepiej nie liczyć w górach 😂.

Na miejscu zeszliśmy do Morskiego Oka i postanowiliśmy spróbować wejść na Staw Gąsienicowy. W czasie półgodzinnego spaceru (do połowy Morskiego Oka), zanim doszliśmy do podejścia w górę, zdążyliśmy zmienić zdanie i wyruszyć w drogę powrotną. Nasz syn nie był skory do współpracy, a my sami byliśmy zmęczeni całonocną podróżą. To była dobra decyzja.

Powrót był gorszy, bo Igor zmęczony. Nic go nie interesowało. Musieliśmy z żoną na zmianę nieść go na rękach, co było dość uciążliwe, tym bardziej że moja żona była w ciąży, więc nie mogła się przeciążać.

                                                                          

Dzień drugi – Dolina Strążyska, Wodospad Siklawica, Sarnia Skała

Drugiego dnia zaplanowaliśmy wycieczkę całą grupą, która miała być dość łatwa z uwagi na innych członków grupy.

Tego dnia ogromną motywacją dla naszego syna okazała się kuzynka, 6-letnia Klara.

Ruszyliśmy przez Dolinę Strążyska, trasa wiedzie łagodną, leśną dróżką. Igor od początku trasy szedł sam, biegnąc ile sił w nogach na przód. Nie miałem pojęcia, że inne dziecko może wpływać tak motywująco na naszego syna, który na dodatek nie był zbytnio zmęczony. Po dotarciu do doliny ruszyliśmy kamienną drogą, wiodącą w górę pod wodospad. Jest tam dosyć ślisko, ale samo wejście zajmuje około 15 minut w jedną stronę, więc warto się tam pofatygować.

Po zejściu skręciliśmy na Sarnią Skałę. Mój syn na początku chciał iść sam. Wspinał się cały czas w górę po kamiennych schodkach, ewentualnie szedł ze mną lub Olgą za rękę. Wchodzenie po schodach było dla niego świetną zabawą.

Na pierwszą wycieczkę w góry na mape szlaków wpisz sobie Sarnia Skała - idealne na Tatry z trzylatkiem

Po jakimś czasie zmęczył się i wskoczył do nosidła turystycznego. W tym momencie zaczął się mój trening 💪.

Wchodzenie po schodach z 16 kg na plecach było nie lada wyzwaniem, tym bardziej że było to dość strome podejście. Na samym końcu mała wspinaczka – całe wejście zajęło około 1h. Daliśmy radę, chociaż na samej górze spędziliśmy około 5 minut – tak wiało. Sjestę zrobiliśmy sobie na polanie niżej.

Powrót był podobny, najpierw młody schodził o własnych siłach, potem w plecaku. Po dotarciu do doliny szedł  z Klarą, zbierając kamienie itp.

Dzień trzeci – Dolina Kościeliska

Tego dnia od rana padało. Całą grupą zaplanowaliśmy spacer Doliną Kościeliska oraz zwiedzanie Jaskini Mroźnej. Tutaj zaznaczę, że moja żona za dzieciaka chodziła po jaskiniach i jest dosyć sceptycznie nastawiona do tego tematu. Twierdzi, że z wiekiem odezwała jej się mała klaustrofobia, a ciasne jaskinie z dzieciństwa nie kojarzą się jej pozytywnie.

Po 3 km spacerze dotarliśmy na PKS w Zakopanem. Zdążyliśmy już zmoknąć. Igor był dość marudny, a Olga miała gorszy dzień i nie czuła się zbyt dobrze. Wiedziałem, że nie ma co ryzykować i przeceniać swoich sił, dlatego proponowałem zmianę planów, ale Olga nie lubi się poddawać 🙄.

Dojechaliśmy na miejsce. Deszcz padał coraz mocniej. Podjęliśmy decyzję, że wracamy.
Z tego, co opowiadali nam pozostali, trasa była prosta, zaś samo podejście do jaskini odbywało się po drewnianych schodach. W czasie deszczu nie było to super bezpieczne, tym bardziej z dzieckiem na plecach. Sama jaskinia jest ciasna, trzeba się schylać, kucać, a przejście z dzieckiem nie należy do najprzyjemniejszych.

Okazało się, że Olga już tam była i to właśnie po tej jaskini ma złe wspomnienia – ale pamiętajcie, że to tylko jej indywidualne odczucia.

Igor zasnął w drodze powrotnej, postanowiliśmy poczekać w jakieś restauracji, aż się wyśpi i pójść na basen. Polecam AQUAPARK w Zakopanem. Ceny są znośne, a basen dla dzieci jest atrakcyjny. Jesteśmy tam już kolejny raz i na pewno wrócimy. Oczywiście my oceniamy basen bardziej pod kątem dziecka niż atrakcji dla nas. Zazwyczaj i tak z nich nie korzystamy, bawiąc się z dzieckiem.

Podsumowując jakikolwiek aquapark na wyjazd w Tatry z trzylatkiem musi być zaliczony.

Dzień czwarty – Dolina Chochołowska

Troszkę zawiedzeni dniem poprzednim, kolejnego dnia postanowiliśmy wyruszyć na spacer Doliną Chochołowską.

We wszystkie poprzednie dni spacerowaliśmy z plecakiem, więc chcieliśmy przejść się tym razem wózkiem. Trasa w jedną stronę zajmuje około 2-2,5h, zależy, z którego miejsca się zaczyna.

Po zaparkowaniu samochodem okazało się, że można tam wypożyczyć rowery – 20 zł na godzinę lub 50 zł za cały dzień – z fotelikami dla dzieci albo przyczepkami rowerowymi. Stwierdziliśmy jednak, że Igor większość trasy prześpi, więc wygodniej będzie mu w wózku. Droga początkowo prowadzi ulicą, potem zmienia się z kamienistą drogę. W zasadzie większość szlaku jest prosta, dla nas ten dzień był czystym relaksem.

Jeśli chcecie się zmęczyć, powspinać to trasa nie jest dla Was. Polecam jednak spędzić tam trochę czasu. Można tam doświadczyć zupełnie innego klimatu i widoków niż podczas wędrówki w wyższe partie gór – góralki sprzedające oscypki, baca z owcami i psem. My do tej pory chodziliśmy po wyższych górach, więc Dolina Chochołowska była dla nas czymś nowym, co będziemy niejednokrotnie polecać. Dodatkowym plusem było to, że nasz syn mógł się wyszaleć na płaskiej ścieżce.

Idealna trasa na wyjście  w Tatry z trzylatkiem.

kurs aktywny ojciec
Dolina Chochołowska

Dzień piąty  – Rusinowa Polana

Ostatniego dnia chcieliśmy iść gdzieś całą grupą. Chociaż mieliśmy chęć na Dolinę Pięciu Stawów, postanowiliśmy schować nasze ambicje na inny czas, kiedy nasze dzieci podrosną.

Temperatura na dworze coraz bardziej rosła, więc wychodzenie w odkryte góry z dzieckiem było ryzykowne. Wybraliśmy Rusinową Polanę – podobno rozlega się tam najpiękniejszy widok na Tatry.

Tego dnia również wybraliśmy się wózkiem. Trasa zajęła nam jakieś 1,5 h w jedną stronę. Przedtem trzeba doliczyć do tego jakieś 2 km na dojście do parkingu. W dni, kiedy braliśmy wózek, podjeżdżaliśmy na parking autem. Było to związane z tym, że wózek nie zmieściłby się do busa, a nie każdy miał bagażnik. Poza tym, jeśli macie taką możliwość warto korzystać z busów dowożących na miejsce.

Trasa na Rusinową Polanę jest łatwa, prowadzi kamienistą dróżką przez las, co bardzo pomaga w czasie dużych upałów. Mocniejsze podejście jest tylko na początku, potem do samego końca łagodnieje. Widoki są przepiękne, warto się tam udać. Jeśli lubicie sobie poleżeć, to idealne miejsce dla Was – na górze można zjeść również oscypka.

My oczywiście zaraz wracaliśmy, ale zrozumieją to wszyscy rodzice, których dzieci nie usiedzą w miejscu 😎 .

Reasumując, góry są piękne, ale na wycieczkę w Tatry z trzylatkiem trzeba się przygotować. Zarówno pod względem sprzętu, ale także kondycji, jak i sprawności fizycznej. Na ten temat więcej pisałem w poprzednim artykule. Zapraszam do lektury.

Z aktywnymi pozdrowieniami
Jakub

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeden komentarz